Czego o VPS nie wiedziałem

Pewnego słonecznego dnia udało mi się wejść w posiadanie skryptu, który dane w formacie XML przerabia na gotowe strony www. Super? Nie do końca. Skrypt ten jest bowiem tak niedopracowany, że musiałem pomyśleć o czymś więcej niż hosting. Wahałem między serwerem dedykowanym a VPS.

VPS to taki wirtualny serwer dedykowany. Wydzielona część, z której można dowolnie korzystać. Czyli można zużywać wszystkie dostępne zasoby. Co ważne, zwykły VPS jest zazwyczaj tańszy od serwera dedykowanego. A to duży plus. Oszczędności zawsze się przydadzą.

Niestety Netbomb, z którego usług korzystam, nie ma w swojej ofercie VPS. Zmuszony więc byłem poszukać czegoś u ich konkurencji. Udało mi się znaleźć coś w akceptowalnym przedziale cenowym. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek

Na co uważać przy wyborze

Po pierwsze – tania licencja panelu do zarządzania VPS DirectAdmin jest to najczęściej tzw. INTERNAL LICENSE. Jest to taki specjalny typ licencji – nie może ona być odsprzedawana ani transferowana. Tylko dla użytku wewnętrznego Datacenter. Pomoc techniczną świadczy sprzedawca serwera.

Po drugie – opłacenie instalacji panelu DirectAdmin dotyczy jedynie instalacji. Bez ustawień, bez zabezpieczeń, bez niczego. Wystarczyło chwilę poczytać i można było to samemu zrobić. Szkoda tylko, że jak się człowiek spieszy, nie doczyta, to potem pozostaje mu nauka na własnych błędach.

Po trzecie – faktycznie dostajemy goły VPS. Wszystko na nim trzeba zrobić we własnym zakresie. Problemy zaczynają się wtedy, kiedy nie wiemy co trzeba zrobić. Jeszcze gorzej jest, gdy wiemy co zrobić, robimy to i nagle wszystko przestaje działać (tak, to również było moim udziałem).

Po czwarte – ustawienia DNS mogą przyprawić o zawrót głowy. Nawet nie wiedziałem, że trzeba to ustawiać ręcznie…

Po piąte – serwer VPS (którego staram się nie zepsuć) jest słabszy niż hosting, z którego korzystam w Netbomb. Na potrzeby tego wpisu przeprowadziłem ciekawe doświadczenie. Import tego samego pliku zawierającego 445 pozycji:

  • w Netbomb trwał trochę ponad 2 minuty,
  • na moim VPS trwał ponad godzinę!

Ustawienia były identyczne. Pobranie i zapisanie wszystkich zdjęć plus wszystkie opisy. Nie pytajcie jak długo importowałem XML, które zawierały po 25000 produktów.

Zaufany administrator potrzebny

Teraz już wszystko zostało ustawione. Nie obeszło się bez pomocy zaufanego administratora. Sam pewnie coś bym przegapił lub zepsuł (byłem blisko). Co ważne, na tym VPS nie ma niczego naprawdę ważnego. W całości przeznaczony jest na spamowe stronki oraz do testów nowego oprogramowania. A i tak, jak dla mnie, brakuje mu mocy. Lepszym rozwiązaniem pewnie byłby serwer dedykowany. To z kolei generuje dodatkowe koszty. Hmm, VPS także nie jest zbyt tani w ogólnym rozrachunku…

Decydując się na VPS lub serwer dedykowany trzeba mieć na uwadze wszystko to, co napisałem powyżej. To nie jest zwykły hosting, gdzie wszystko działa od razu i nic nam nie zawraca głowy. Tutaj trzeba wszystko ustawić, zabezpieczyć, skonfigurować. To wymaga czasu. Lub generuje dodatkowe koszty.

Czego się nauczyłem? Na przyszłość wiem, że jeśli zdecyduję się na kolejny VPS, to raczej rozważę serwer dedykowany i zatrudnię kogoś, kto skonfiguruje całość od początku do końca. Wtedy wszystko będzie działało jak powinno. A według mnie najlepsze rozwiązanie to i tak sprawdzone skrypty, które nie obciążają nadmiernie hostingu.

zdjęcie: Public Domain

2 komentarze Dodaj komentarz

  1. Katka pisze:

    Ja miałam niedawno bardzo podobną sytuację z bardzo tanim serwerem dedykowanym (nie z ovh).
    Wybrałam wydawało mi się naprawdę dobre parametry (odnosiłam je do mojego VPS-a) i po skonfigurowaniu przez firmę z której ta maszyna pochodziła zaczeły sie testy. Pewna aplikacja która bardzo obciąża sieć została tam uruchomiona. Jakie było moje zaskoczenie gdzy zobaczyłam szacunkowe czasy wykonania operacji.. zamiast w dziesiątkach minut tam były godziny! Bardzo mnie to zdenerwowało bo nie mogłam zrozumieć dlaczego! Po 2-3 dniach kopania w sieci, robieniu testów porównawczych wydajności różnych maszyn znalazłam przyczynę a był nią CPU (kilka) a dokładniej stare modele a zatem i jakaś archaiczna architektura całego serwera. Na szczęście.. maszyna była kupiona tylko na miesięczne testy!

    Nauczyło mnie to, że samo porównanie parametrów takich jak ilość Ram-u, rdzeni, ich częstotliwość to zbyt mało – dopiero analiza zastosowanych części składowych lub testy wydajności dadzą odpowiedź z jaką to zdalną maszynę nam oferuje dostawca.

  2. Paweł pisze:

    Święta prawda. Sam się nie znam na technikaliach serwerowych, dlatego mój webmaster tam (VPS) grzebie – ja się nie tykam. A z wydajnością różnie bywa – trzeba dobrze pokombinować, żeby poustawiać wszystko w miarę optymalnie.
    Hosting współdzielony jest najczęściej dobrze zoptymalizowany. Dosłownie masakruję czasami serwer active w nazwa.pl, a on nawet nie piśnie. Co prawda NetArt ma swoje wady: ostatnio notują zbyt częste, choć krótkie awarie, a także mają pewne ograniczenie czasu zużycia procka, co akurat w przypadku jednego z moich kont oznacza odnawianie abonamentu rocznego co… pół roku. Pomimo tych dwóch minusów, jak dla mnie bomba. Używam od wielu lat i chwalę sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge